Pomimo, że z Ruchem Światło - Życie mam do czynienia już od jakiegoś czasu, dopiero kolejny wyjazd na KODAL uświadomił mi, czym ta oaza, a co za tym idzie, też służba - jest. Bóg otworzył mi na to oczy w ostatnim dniu rekolekcji. Uświadomił mi, że służyć to dobrowolnie dawać coś z siebie, bez pragnienia otrzymania czegoś w zamian.

Że służyć, to potrafić być w cieniu, bez chęci uznania i gromkich braw. Że służyć, to oddać swoje życie w Boże ręce i wypełniać Jego wolę. Nie raz, nie dwa, ale tak długo jak długo będzie chciał tego Bóg. Jak mówi Pismo, nie siedem, ale siedemdziesiątych siedem razy. Przed KODAL- em byłam na to zamknięta, nie uważałam, że precentorka czy ceremoniarz może pozostać w cieniu będąc odpowiedzialnym za wszystko, co robi. Dziś wiem, że służyć, to chcieć pozostać w cieniu robiąc wszystko, nie na swoją, ale Bożą chwałę. Że Ojciec ma dla człowieka plan, choć z początku wydaje się niemożliwy do wykonania lub negatywny, nie będący po naszej myśli, to jest on zawsze tym najlepszym rozwiązaniem, o którym dowiadujemy się po czasie. Że aby owoc mógł być dobry, musi najpierw dojrzeć, a więc być ukształtowanym przez Ogrodnika, co wymaga wielu starań i poświęcenia czasu. Dlatego Bóg prowadzi człowieka krętymi ścieżkami, bo wie, że za rogiem czeka na niego coś wyjątkowego. Będąc w Diakonii Liturgicznej, chcę więc iść za jej hasłem, kochać piękno LITURGII, służyć w myśl DIAKONII i dawać świadectwo - MARTYRIĘ. Dziś dziękuję za to Bogu, że wie, czego nie wiem ja. Nie muszę się więc martwić, gdy On jest blisko. Chwała Panu!