Jadąc na KODAL, wychodziłam z założenia że będzie to bardzo dobry czas gdzie zgłębię się w magię liturgii i nauczę się czegoś nowego.

I rzeczywiście tak się stało, lecz nie zdawałam sobie sprawy, że będzie to tak bardzo intensywny czas. Jechałam pełna ekscytacji, myślałam, że będzie łatwo. Aczkolwiek gdy dojechałam na miejsce to już po pierwszym dniu miałam wątpliwości czy aby, na pewno dam sobie radę. Byłam gdzieś tam na początku rozbita wątpiłam w siebie. Podczas adoracji starałam się wpatrywać w Pana Jezusa i spędzać z nim jak najwięcej czasu. Wyobrażając sobie że jestem, tylko z nim sam na sam i, że mogę mu o wszystkim powiedzieć, mimo, że on i tak dobrze wie co mi siedzi w głowie. Prosiłam go także o to, aby pomógł mi poukładać moje życie i sprawić bym się trochę wyciszyła i zyskała więcej pokory w sobie. Nadszedł dzień spowiedzi świętej. Idąc na spowiedź strasznie się bałam i trzęsłam się ze strachu bo było mi wstyd za moje grzechy, ale po wcześniejszej katechezie doszło do mnie że nie mam czego się bać i ,że muszę powiedzieć wszystko i to był ten moment kiedy podczas spowiedzi świętej poczułam się naprawdę lekka, poczułam że jestem wolna oraz że nareszcie uzyskałam spokój ducha i szczęście. Doszło do mnie wtedy bardzo wiele rzeczy po czym poszłam na adorację i podziękowałam panu za to wszystko. Mimo tego że czasami coś mi nie wychodziło na rekolekcjach nie wątpiłam w siebie ale dawało mi to jeszcze większą motywację i ciągle mówiłam sobie że robię to dla pana Boga że służę dla niego. Nawet dzięki temu że tyle osób na KODAL’u zachorowało i każdy każdym się opiekował, przypomniałam sobie jak bardzo ważna jest rodzina i że trzeba o nią dbać, trzeba dbać o relacje z ludźmi i w każdym z nich starać się dostrzec Boga oraz być dla innych, być dla drugiego człowieka i służyć swoją obecnością i za to wszystko Chwała Panu.