Wchodzę, a tu czegoś nie ma… Wchodzę, a tu coś się zmieniło… Wchodzę, a w kościele nie widzę krzyża…

Wydaje mi się, że w Wielkim Poście niektóre niedziele niosą ze sobą pewne „elementy zaskoczenia”, raz jak gdyby nigdy nic ksiądz pojawia się w różowych szatach, potem nagle wszystkie krzyże są zasłonięte, a w końcu świeccy czytają Ewangelię i to w dodatku z podziałem na role. Ja chciałbym się pochylić nad tym drugim wydarzeniem, czyli Piątą Niedzielą Wielkiego Postu, kiedy w naszych kościołach Pan „znika nam z oczu”.

Odnalezienie, czy też sformułowanie, jednej prostej odpowiedzi na pytanie: „dlaczego zasłaniamy krzyże?”, okazuje się nie takie proste i oczywiste, jakim zdaje się być na początku. Poszukując tej jednej, natknąłem się na kilka tekstów, które prezentowały kilka wspólnych odpowiedzi. Postaram się przedstawić za chwilę.

Pierwszą z nich jest przedstawienie, nazwijmy to historyczne. W myśl tej odpowiedzi, zwyczaj zasłaniania krzyży wywodzi się od zwyczaju zasłaniania ołtarza w okresie Wielkiego Postu. Zwyczaj ten wiąże się z tym, że ołtarz był utożsamiany z wizerunkiem samego Chrystusa. Pomiędzy prezbiterium a nawą rozwieszano „sukno postne”, które miało za zadanie nie tyle zasłonięcie Najświętszego Sakramentu, co bardziej oddzielenie grzesznych i pokutujących ludzi od radości przebywania z i oglądania Chrystusa. Wskazywało to szczególnie na pokutny charakter tego czasu. A jak to się ma do zasłaniania krzyży? Odpowiedź jest prosta, współczesny człowiek bardziej niż w ołtarzu widzi wizerunek Chrystusa właśnie w krzyżu, stąd ma to głębszy i pełniejszy wymiar.

Drugą, dosyć ciekawą propozycją, jest zasłanianie wizerunku Chrystusa Zwycięskiego. Współcześnie myślą krucyfiks, myślimy o krzyżu, na którym przedstawiony jest umarły Chrystus, ubogi, odziany jedynie w przepaskę na biodrach i koronę cierniową. Nie zawsze jednak tak było, przed pojawieniem się takiego wizerunku, Chrystus na krzyżu przedstawiany był, jako zwycięzca, pełny chwały, odziany w koronę i szaty godne Władcy Wszechświata. Patrząc na pokutny charakter Wielkiego Postu, który niejako wskazuje na Mękę Pańską, przedstawianie Chrystusa Zmartwychwstałego, mogło powodować pewien dysonans, więc najprostszym sposobem, aby temu zaradzić, było zasłonięcie takiego wizerunku.

Idąc dalej pojawia nam się odpowiedź „biblijna”. Dawniej w Piątą Niedzielę Wielkiego Postu odczytywano Ewangelię o tym jak Jezus nauczał w świątyni i żydzi chcieli go ukamienować, pojawiają się tam słowa „Porwali więc kamienie, aby je rzucić na Niego. Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni” (J 8, 59). Miało to na celu pewne zobrazowanie słów z Ewangelii.

Pomimo wielu wyjaśnień na temat pochodzenia zwyczaju warto zauważyć tu pewien aspekt psychologiczny, który tak naprawdę odnosi się do wszystkich przedstawionym przeze mnie teorii. Oczywistym dla nas jest, że gdy przez jakiś czas nie widzimy ukochanej, czy też bliskiej nam osoby, odczuwamy pewną tęsknotę, mniejszą bądź większą, ale każdy z nas ją kiedyś odczuł. Tak samo jest z wizerunkiem Chrystusa, niezależnie czy jest nim krzyż czy ołtarz, ten zwyczaj pomaga nam zatęsknić, za ty Chrystusem, którego możemy oglądać, na co dzień.

Warto zauważyć, że po reformach Soboru Watykańskiego II, zachowanie tego zwyczaju nie jest nakazane, decyzja o tym należy do Episkopatu danego Kościoła lokalnego. Kościół w Polsce zachował ten zwyczaj, dlatego w naszych kościołach zobaczymy zasłonięte krzyże. Może w tym czasie dwóch intensywnych tygodni, dla każdego ceremoniarza i precentorki, kiedy to przygotowujemy już liturgie Triduum Paschalnego, zatrzymać się przy ukrytym Chrystusie i po prostu spojrzeć na tą pustkę i zatęsknić.

Tomasz Dragańczuk