Każdy okres Roku Liturgicznego ma swoją specyfikę i coś z czym najbardziej go kojarzymy, a odróżnia go to od pozostałych. Myślę, że gdyby zrobić test niedokończonych zdań, to w odpowiedzi do „z (tu wstawić okres) najbardziej kojarzę…” mielibyśmy mniej więcej takie odpowiedzi: Adwent – Roraty, Boże Narodzenie – Kolędy, Wielki Post – Droga Krzyżowa, Wielkanoc – no… może inne pieśni? No właśnie może inne pieśni, które w sumie z czasem nam powszednieją, a często nawet są wymieszane z pieśniami, które słyszymy cały rok, czyli w sumie Procesja Rezurekcyjna kończy tą naszą radość Zmartwychwstania. Dziś chciałbym opisać coś co moim zdaniem jest wstanie przedłużyć tą naszą radość.

Pod koniec XX wieku włoscy Salezjanie stworzyli nowe nabożeństwo- Drogę Światła, które w 2002 roku prawnie usankcjonowała Kongregację ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Całe nabożeństwo jest bardzo podobne do Drogi Krzyżowej, znajdziemy tu 14 Spotkań (odpowiednik stacji), po podaniu nazwy Spotkania powtarza się krótkie wyzwanie, a nawet pomiędzy spotkaniami wykonuje się śpiew – wszystko tak samo. Czy to dlatego, że twórcy nie mieli żadnego pomysłu? Nie! Via Lucis jest, w pewnym sensie kontynuacją Via Crucis. Dorga Krzyżowa kończy się w tym samym miejscu, w którym rozpoczyna się Droga Światła – w Grobie. W XVI stacji widzimy zamykany grób, w I Spotkaniu widzimy już otwarty- Pusty Grób.

Opiszę teraz pokrótce przygotowanie i przebieg nabożeństwa. Na wstępie jednak chciałbym zaznaczyć, że to co tu opiszę może delikatnie odbiegać od tego co można znaleźć w niektórych źródła lub parafiach, jest to spowodowane tym, że wiele rzeczy dopiero się kształtuje w tym nabożeństwie. Droga Światła jest nabożeństwem, które podobnie jak Drogę Krzyżową, możemy przeżywać na dwa sposoby: w drodze i w kościele. Najpierw przedstawię przygotowanie Via Lucis przeżywanej w drodze. W drodze, czyli tworzymy procesję, która idzie za Światłem, na czele procesji niesie się zapalony Paschał, za którym idą „posługujący” i wierni, wiadomo, że jeszcze trzeba „ogarnąć” nagłośnienie, ale tak to generalnie do przygotowania za wiele rzeczy nie mamy. Trochę więcej się dzieje, gdy całość odbywa się w budynku. Tutaj oczywiście należy odpowiednio wyeksponować Paschał, obok, którego można postawić figurę Zmartwychwstałego. Dodatkową możliwością jest 14 świec, które stawia się w pobliżu paschału (ale nie na ołtarzu, bo jak wiemy, służy do ważniejszych „rzeczy”, niż ładne ustawianie świeczek), a następnie zapala się jedną co Spotkanie. Co do szat używanych podczas tego nabożeństwa, to obowiązuje kolor biały. Zaleca się także, aby na początku wszyscy uczestnicy zapalili swoje świece od Paschału. Przejdźmy teraz do przebiegu. Wszystko rozpoczyna się Znakiem Krzyża i pozdrowieniem ludu, następnie może nastąpić krótkie wprowadzenie i zapalenie świec. Później przechodzimy już do rozważania „Spotkań”. Na początku wymienia się nazwę Spotkania (podobnie jak na Drodze Krzyżowej), potem następuje krótkie wezwanie, fragment z Nowego Testamentu, rozważanie i pieśń. Jeśli chodzi o wezwania tutaj mamy aż 4 możliwości:

- Chrystus zmartwychwstał, Alleluja!
- Prawdziwie zmartwychwstał, Alleluja!

- Witaj Jezu Chryste Zmartwychwstały,
- Albowiem przez Swą Śmierć i Zmartwychwstanie odkupiłeś nas Panie.

- Kłaniamy się Tobie, Chryste, i błogosławimy Ciebie,
- Żeś przez Paschę Swoją świat odkupić raczył.

- Kłaniamy Ci się zmartwychwstały Chryste, i błogosławimy Ciebie,
- Że przez śmierć i zmartwychwstanie swoje dałeś życie światu.

Podobnie jest ze spotkaniami. Ja znalazłem dwie możliwości, bardzo prawdopodobne jest to, że jest ich więcej, czym się różnią? Tylko sposobem nazwania jednej i tej samej tajemnicy, mniej więcej tak jak przy - znów przytoczę to nabożeństwo – Drodze Krzyżowej, gdy mamy np. stację X Pan Jezus z szat obnażony, czasami słyszymy i mówimy „odarcie z szat” chodzi o to samo, lecz używamy innej formy. Tak samo jest tutaj. Treść i wykorzystany fragment pozostają niezmienne, zmienia się jedynie sposób formułowania zdania. Ja przytoczę tutaj Spotkania, które zostały zawarte w Modlitewniku na Rok Święty 2000:

  1. Jezus tryumfuje nad śmiercią; Mt 28, 1-7.
  2. Niewiasty i uczniowie przy pustym grobie; J 20,1-9.
  3. Zmartwychwstały Jezus ukazuje się Marii Magdalenie; J 20, 11-18.
  4. Zmartwychwstały Jezus ukazuje się uczniom idącym do Emaus; Łk 24, 13-19. 25-27.
  5. Zmartwychwstały Jezus objawia się przy łamaniu chleba; Łk 24, 28-35.
  6. Zmartwychwstały Jezus ukazuje się uczniom w wieczerniku; Łk 24, 36-43.
  7. Zmartwychwstały Jezus przekazuje uczniom władzę odpuszczania grzechów; J 20, 19-23.
  8. Zmartwychwstały Jezus umacnia wiarę Tomasza; J 20, 24-29.
  9. Zmartwychwstały Jezus ukazuje się uczniom nad Jeziorem Tyberiadzkim; J 21, 1-9.13.
  10. Zmartwychwstały Jezus powierza Piotrowi swój Kościół; J 21, 15-17.
  11. Rozesłanie uczniów; Mt 28, 16-20.
  12. Wniebowstąpienie; Dz 1, 6-11.
  13. Oczekiwanie z Maryją na Ducha Świętego; Dz 1, 12-14.
  14. Zesłanie Ducha Świętego; Dz 2, 1-6.

Idźmy za Światłem, który dał nam życie…

Bibliografia:

http://www.vialucis.pl/

Poniżej publikujemy rozważania Drogi Światła, ułożone przez naszych animatorów w 2016 roku.


I Jezus tryumfuje nad śmiercią

"Po upływie szabatu, o świcie pierwszego dnia tygodnia przyszła Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób. A oto powstało wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim. Postać jego jaśniała jak błyskawica, a szaty jego były białe jak śnieg. Ze strachu przed nim zadrżeli strażnicy i stali się jakby umarli.

Anioł zaś przemówił do niewiast: «Wy się nie bójcie! Gdyż wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział. Chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał. A idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: Powstał z martwych i oto udaje się przed wami do Galilei. Tam Go ujrzycie. Oto, co wam powiedziałem»."

~Mt 28, 1-7

Śmierć… Cóż to takiego? Czy jest to coś strasznego? A może bardzo potężnego? Nie! Dzięki Jezusowi, śmierć nabrała nowego sensu. Można sobie zadać pytanie, no skoro nabrała nowego sensu to, w jaki sposób? Na jakiej podstawie? Przecież i Jezus umarł na krzyżu. Tak, to prawda, lecz w Jego śmierci należy się doszukać naszego życia. Chrystus umarł, jak mówi pismo, lecz również zmartwychwstał, jak również mówi pismo. Jak pisze autor Dziejów Apostolskich święty Łukasz, „Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim” (Dz 2, 24). Jezus, jako pierwszy zmartwychwstał spośród wszystkich ludzi. Nasz Zbawiciel dobrowolnie wybrał drogę cierpienia, krzyża i śmierci, aby przez to jak najściślej upodobnić się do człowieka i przez to uwolnić go spod panowania śmierci. Jezus triumfuje nad śmiercią, jest to prawda objawiona. Ktoś zapyta, no dobrze, ale jaką ja mogę mieć pewność, że na pewno Jezus ocali mnie od śmierci wiecznej i ujrzę Boże Zbawienie? Odpowiedź jest bardzo prosta. Należy najpierw uwierzyć w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, przyjąć Jego naukę oraz spełniać Jego przykazania. W Ewangelii św. Jana, podczas rozmowy Zbawiciela z Martą, można znaleźć potwierdzenie, że On rzeczywiście triumfuje nad śmiercią „Powiedział do niej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we mnie nie umrze na wieki. Wierzysz w to?”

Jezus może być Twoim Zbawicielem, może pokonać Twoją śmierć i sprawić, że nie umrzesz na wieki, tylko czy wierzysz w to?

Mateusz Caruk

 

II Niewiasty i uczniowie przy pustym grobie

„A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: «Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono». Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, [które mówi], że On ma powstać z martwych.”

~J 20, 1-9

Po stracie kogoś bliskiego często trudno nam się rozstać też z rzeczami, które nam tę osobę przypominają. Dlatego zastanawiam się co musiały czuć niewiasty i uczniowie kiedy okazało się, że ciała Jezusa nie ma w grobie. Czy nie poczuli się tak jakby Jezusa stracili jeszcze bardziej albo po raz kolejny? Jakby nie było już nic. Jak często w naszym życiu grzech sprawia, że Jezus znika? A my zamiast pójść do źródła zabieramy Jego ciało z grobu i jeszcze bardziej Go tracimy.

Piotr i Jan, "ten którego kochał Jezus" przybiegli do grobu. Jan mimo tego, że był pierwszy nie wszedł do środka. Piotr mimo, że przybył drugi wszedł jako pierwszy. Dla mnie to bardzo cenne pokazanie dwóch postaw jakże obecnych w nas. Jak często biegnę, biegnę do Jezusa, chce zostawić grzech za sobą  ale kiedy jestem już blisko zatrzymuje się. Dobrze jeżeli wtedy zjawi się Piotr, który mimo, że droga do Pana zajęła mu dłużej nie waha się pójść do Niego. A co jeżeli nie?

Uczniowie nie rozumieli tego co im zapowiadano. My dzisiaj wiemy trochę więcej ale czy jesteśmy w stanie pozwolić, żeby Zmartwychwstały był Światłem na naszej drodze?

Magdalena Żelechowska

 

III Zmartwychwstały Jezus ukazuje się Marii Magdalenie

"Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy [tak] płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa - jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?» Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono». Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?» Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę». Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Nauczycielu! Rzekł do niej Jezus: «Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: "Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego"». Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: «Widziałam Pana i to mi powiedział»."

~J 20, 11-18

Maria Magdalena znajduje się w jednej z najtrudniejszych sytuacji jakie mogą nas spotkać w życiu. Umarł Ten, który był dla niej kimś ważnym. Nawet jeśli jej miłość nie była jeszcze doskonała i wymaga pewnego oczyszczenia, to zapewne kochała Jezusa szczerze.

Apostołowie Piotr i Jan, gdy ujrzeli pusty grób odeszli, ona natomiast trwała przy nim w płaczu. W płaczu spowodowanym tęsknotą, rozpaczą, bezradnością. Nie wiemy ile czasu ten płacz trwał. Ile czasu minęło nim odważyła się spojrzeć w głąb grobowca by ujrzeć aniołów. Tych którzy wzbudzili u niej wiarę, a zarazem przygotowali na spotkanie jak sama dalej mówi „Pana mego”.

W swoim cierpieniu Maria Magdalena nie potrafiła rozpoznać Zmartwychwstałego Jezusa. Zapomniała o obietnicy zmartwychwstania. Jezus przychodzi więc do niej osobiście i naprowadza Ją, że to on sam jest przed nią. Wzywa po imieniu. I to wystarczyło, aby natychmiast Go rozpoznała.

Pragnie zatrzymać Jezusa, jednak ten odpowiada „Nie zatrzymuj mnie". Nie chce pozostawić jej samej chce zaproponować nowy sposób przebywania z Nim, bo nieustanny. Posyła również Marię Magdalenę do apostołów, by ta ogłosiła Dobrą Nowinę o zwycięstwo Życia nad śmiercią. Zapraszając zarazem do radosnego dzielenia się Nim z innymi i dawania świadectwa.

Jezus po swoim zmartwychwstaniu ma moc odwracania nas od nas samych. Kierowania serca ku Niemu. Wie, że każdy z nas tęskni za Miłością. Mimo iż,  często szukamy miłości nie tam, gdzie trzeba, to Bogu już wystarcza tylko otwarcie przed Nim i wytrwałość w poszukiwaniu Go. Wówczas wybiega każdemu naprzeciw, aby udzielić nowego życia, wzywając po imieniu. Dając zarazem sił do dawania świadectwa.

Aleksandra Wiertelak

 

IV Zmartwychwstały Jezus ukazuje się uczniom idącym do Emaus

„Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało». Zapytał ich: «Cóż takiego?» Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu.

Na to On rzekł do nich: «O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.”

~Łk 24, 13-19. 25-27.

„Odszedł, nie ma Go z nami. A przecież tak w Niego wierzyliśmy, On miał nas Wyzwolić! A teraz… a teraz leży w grobie.” Nie wiem o czym ci dwaj uczniowie rozmawiali, ale gdy czytam ten fragment nic innego mi nie przychodzi do głowy. Bo o czym innym mogli rozmawiać? Od trzech dni są bez Nauczyciela, więc ich pobyt w Jerozolimie nie miał już żadnego sensu. Może uznali, że czas wrócić do tego co było zanim poznali Jezusa? A może po prostu bali się tego, spotka ich podobny los, więc po prostu uciekli? Nie wiem i nie mnie to oceniać, bo pewnie zrobiłbym to samo, ewentualnie zamknął się w bezpiecznym miejscu i czekał, aż sytuacja trochę ucichnie – jak zresztą zrobili Apostołowie. Jakie uczucia im wtedy towarzyszyły? Może złość, bo miało być inaczej, może rozczarowanie, bo miało być tak dobrze, a wyszło „jak zawsze”, czy może po prostu smutek, bo odszedł Przyjaciel?

Szli przed siebie, niosąc bagaż swoich doświadczeń, smutków, problemów i mając w głowie wiele pytań o to co teraz? Wśród tego wszystkiego pojawia się ktoś trzeci. My wiemy, kim On jest, jednak uczniowie Go nie poznali. Był dla nich kimś obcym, jednak podejmują z Nim dialog, może z grzeczności, a może czuli, że to ktoś bliski? Jednak jest w tej scenie coś co szokuje – Zbawiciel nie owija w bawełnę tylko mówi jak jest: „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy!”, mógł przecież delikatniej, mógł użyć innych słów, a On gromi – „Jak wy możecie myśleć w ten sposób! Przecież prorocy to zapowiedzieli, a wy już zrezygnowaliście!”. A potem tłumaczy, objaśnia…

A co z nami? My też jesteśmy jak ci uczniowie. Nie widzimy, choć patrzymy. Nie wierzymy, choć widzimy… Chrystus przychodzi i do nas, do tych naszych smutków, złości, samotności, poczucia niespełnienia, do tego wszystkiego co w nas jest. Lecz my Go nie poznajemy…

Czy trzeba nami wstrząsnąć? Wykrzyczeć prosto w twarz „czy ty jesteś ślepy!”? To tak nie działa. Chrystus przychodzi do nas cały czas, jednak nie wejdzie w nasze życie jeśli Go nie wpuścimy. Nic na siłę… Spróbujmy spojrzeć na Niego i rozpoznać Go w naszym życiu tu i teraz, bez wielkich znaków, bez wielkich cudów, bo największy już się stał Bóg stał się człowiekiem i umarł, żeby nas odkupić, a potem zmartwychwstał, aby w końcu stać się dla nas Pokarmem.

Czy wobec tak wielkich rzeczy, naprawdę wciąż potrzebujemy, żeby ktoś krzyknął „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy!”?

Tomasz Dragańczuk

 

V Zmartwychwstały Jezus objawia się przy łamaniu chleba

"Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?» W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba."

~Łk 24, 28-35

Idę. Przemierzam moje własne życie. Często pełne zabiegania, spraw, które powinienem już dawno zakończyć. A ja muszę ciągle iść, ciągle dalej. Może muszę już biec? Zainteresowanie własnym sprawami lub bardziej konieczność zainteresowania się nimi, może sprawić, że stracę z oczu to co istotne. Stracę z oczu główny cel mojego życia. Może wreszcie sprawić, że stracę swój wewnętrzny smak. Że przestane być solą ziemi, tą która nie tylko ma nadawać smak, ale też konserwować, zachowywać to co istotne.

Pismo Święte zna przykłady takich sytuacji, gdzie pominięto to co istotne. Wyobraź to sobie. Idzie dwoje ludzi. Rozmawiają o sprawach, które ich dotyczą. Mówią o tym, co przeżyli w niedalekiej przeszłości. Nagle spotykają trzeciego mężczyznę. Idą z nim. Zadaja Mu pytania. Słuchają Jego odpowiedzi. Słyszą głos. Zapraszają w gościnę. Użyczają Mu nie tylko dachu nad głową, ale zapraszają również do stołu. Dalej rozmawiają. Widzą Go. Słyszą Jego głos. I w końcu dają mu chleb. A co on robi? On łamie go i dzieli się z nimi tym, co otrzymał od nich. Dzieli się z nimi tym chlebem. Ale nie tylko. Ten chleb jest już Jego ciałem. To Jezus. Daje im siebie, z tego co mu przynieśli.

Rodzi się we mnie pytanie. Jak mogli nie poznać Jezusa? Co musiało być w ich oczach, że nie zdołali ujrzeć Jezusa? Co musiało być w ich uszach, że mimo Jego głosu, nie zdołali go usłyszeć. Co było wreszcie w ich sercu, że nie mogli rozpoznać tej osobowej miłości?

To nie jest smutna historia. Wręcz przeciwnie. To opowieść o tym, że Jezus jest blisko nas. Jest blisko naszych trudności, słabości, jest nawet w naszych ułomnościach, przez które nie potrafimy Go rozpoznać. To historia o Bogu, który jest Bogiem bliskim. O Bogu, który jest Osobą, a nie jakimś mechanizmem praw i obowiązków.To źródło wielkiej nadziei dla nas, chrześcijan. Dbajmy więc o to by nasze oczy, uszy, serce i rozum były nieustannie otwarte na nowość życia i radość życia. Bo wszystko to płynie ze Zmartwychwstania Pańskiego. Uczniowie poznali obecność Jezus podczas Eucharystii, którą dla nich sprawował. Niech zatem i nasza Eucharystia będzie zawsze spotkaniem z Żywym Bogiem.

Dk. Bartosz Warwarko

 

VI Zmartwychwstały Jezus ukazuje się uczniom w wieczerniku

"Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane»"

~J 20, 19-23

Uczniowie Jezusa otrzymują od Niego szczególne zadanie. Mają odpuszczać grzechy. Warto zwrócić uwagę iż greckie słowo hamartia, które tłumaczymy w naszym języku jako grzech oznacza przede wszystkim: zgubić się i chybić celu. Kiedy pytam na katechezie dzieci: Kto chciałby się zgubić w lesie? Nie ma chętnych! Nikt o zdrowych zmysłach nie chce się zgubić ponieważ grozi to konsekwencjami, których nie chcemy ponosić. Wydaje się więc, że ta władza nie wiąże się wyłącznie z odpuszczaniem grzechów, ale też i szukaniem ludzi, którzy się zgubili. Dynamika tej władzy szanuje człowieka, który może się znajdować w różnych momentach życia i w tych różnych momentach należy tego człowieka szukać. Dynamiczne apostolstwo i kapłaństwo to wyraźny nakaz Jezusa. I chyba nie tych tylko osób związanych z hierarchią kościoła ale z każdym katolikiem, który spotkał Zmartwychwstałego. Można na koniec stwierdzić, że jeżeli nie szukam człowieka i sam się nie odnajduję to kogo spotkałem na mojej drodze? Kto mnie zafascynował i za kim idę?

A może zamiast rachunku sumienia mówię: Lustereczko powiedz przecie...

Ks. Tomasz Sałatka

 

VIII Zmartwychwstały Jezus umacnia wiarę Tomasza

„Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: «Widzieliśmy Pana!» Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę». A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz [domu] i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: «Pokój wam!» Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!» Tomasz Mu odpowiedział: «Pan mój i Bóg mój!» Powiedział mu Jezus: «Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli»”

~J 20, 24- 29

Słowa usłyszane przez Tomasza były prawdą – okazał się niedowiarkiem. Zabrakło mu wiary wtedy, gdy wraz z innymi uczniami uciekli z Ogrodu Oliwnego w chwili pojmania Jezusa. Zabrakło mu wiary w kilkakrotnie wygłaszaną przez Jezusa zapowiedź zmartwychwstania. Zabrakło mu wreszcie wiary, gdy inni uczniowie oznajmili mu, że widzieli Pana żywego. Oświadczył, że nie uwierzy, dopóki sam nie zobaczy i nie dotknie.

Jednak nie była to cała prawda o Tomaszu. Prawdą było również to, że odpowiedział na powołanie Jezusa, że towarzyszył Mu wiernie przez trzy lata na wszystkich drogach, że na Jego słowo głosił Ewangelię i dokonywał znaków, że wreszcie kochał swego Mistrza i z bólem godząc się z Jego śmiercią, nie chciał robić sobie fałszywych nadziei. Chrystus widział Jego niedowiarstwo, ale i wszelkie dobro, które było w sercu Tomasza. Dlatego najpierw wyszedł mu naprzeciw, stanął przed nim, pokazał mu ręce i bok. Upomnienie padło na końcu, kiedy bariery niewiary zostały obalone, a Tomasz z radością wyznał Jezusowi swoją wiarę i miłość.

Także my, rozważając ten fragment Ewangelii, widzimy idącego ku nam Jezusa zmartwychwstałego, podobnie jak na obrazie, który polecił namalować św. siostrze Faustynie: z ręką wzniesioną do błogosławieństwa i promieniami łaski płynącymi z serca. Nie przychodzi, by potępiać, lecz by błogosławić i obdarzać pokojem – tak jak podszedł do Tomasza.

Jezus zna całą prawdę o nas. Nie sądzi po pozorach, jak sądzą ludzie. Nie koncentruje się na tym, co zewnętrzne. Patrząc w ludzkie serce, widzi jasno całą jego słabość i niegodziwość, ale także każde dobre pragnienie, każdy odruch dobra, każde, nawet najmniejsze zwycięstwo. Potrafi zobaczyć nas nie tylko takimi, jakimi aktualnie jesteśmy, ale także takimi, jakimi za Jego łaską możemy się stać.

Zatem miłosierdzie Jezusa, objawione jako „podstawowy wymiar misji Jezusa” (por. Franciszek, bulla Misericordiae Vultus, 20) nie będzie słabością czy naiwnością, nie oznacza również przymykania oczu na prawdę. Chrystus zna nasz grzech i przychodzi do nas, by nas po prostu z niego wyzwolić.

Dariusz Dębecki

 

IX Zmartwychwstały Jezus ukazuje się uczniom nad Jeziorem Tyberiadzkim

„Potem znowu ukazał się Jezus nad Morzem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób:  Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: «Idę łowić ryby». Odpowiedzieli mu: «Idziemy i my z tobą». Wyszli, więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: «Dzieci, czy macie co na posiłek?» Odpowiedzieli Mu: «Nie». On rzekł do nich: «Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie». Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: «To jest Pan!» Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę - był bowiem prawie nagi - i rzucił się w morze. Reszta uczniów dobiła łodzią, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu, bowiem nie było daleko - tylko około dwustu łokci. A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im - podobnie i rybę.”

~J 21, 1-9.13

Zadziwiającą rzeczą jest fakt, że uczniowie nie poznali Jezusa, którego przecież, tak przynajmniej się wydaje, zdążyli dobrze poznać przez trzy lata wspólnego wędrowania. Rozpoznaje Go dopiero Jan i to po udanym połowie. Może potrzeba spektakularnego wydarzenia, aby zobaczyć Boga w codzienności. Może bez cudów tak się przyzwyczajamy do Bożego światła i prowadzenia, że staje się ono takie powszechne i normalne, że musi się wydarzyć rozczarowanie pustymi sieciami, a po nim olbrzymi połów, aby z oczu opadły łuski.

Drugą kwestią jest fakt, że Jezusa rozpoznaje uczeń umiłowany, który podczas ostatniej wieczerzy leżał na piersi Mistrza. Może to wskazówka dla nas, że dobrze widzi się tylko sercem. Może potrzeba wiele godzin wyklęczeć, wsłuchać się w Słowo, posiedzieć w ciszy, aby potem widzieć lepiej?

Kiedy Jezus przychodzi nad brzeg jeziora, pyta o jedzenie, choć pewnie wie, że nocny połów był nieudany. A kiedy apostołowie ponownie wypływają, to On przygotowuje węgle, a potem częstuje chlebem i rybą. Z gościa zmienia się w gospodarza. Myślę, że jest to wskazówka dla nas. Przygotowując się do Mszy św., ćwicząc śpiew, posługę pisząc teksty, wydaje się, że to my przygotowujemy spotkanie z Jezusem, a on jest tylko Gościem. Ten fragment pokazuje, że inicjatywa jest po Jego stronie i że On jest zawsze Gospodarzem, to dzięki Niemu możemy przeżywać Eucharystię.

Paulina Kucaba

 

X Zmartwychwstały Jezus powierza Piotrowi swój Kościół

"A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?» Odpowiedział Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś baranki moje!» I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?» Odparł Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś owce moje!». Powiedział mu po raz trzeci: «Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?» Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: «Czy kochasz Mnie?» I rzekł do Niego: «Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego Jezus: «Paś owce moje!>>"

~J 21, 15-17

Wiele jest interpretacji tego fragmentu i każda jest inna. Każde pytanie, które stawia Jezus jest inne i każda reakcja Piotra też jest inna. W naszym życiu, też bywają sytuację, kiedy Jezus staje przed nami i zadaje nam różne pytania. A tak naprawdę zawsze pyta o jedno: Czy kochasz mnie? A my z zadziwieniem myślimy sobie, no jak to oczywiście, że tak. Przecież się modlę lepiej lub gorzej ale jest. Chodzę do kościoła, częściej lub rzadziej ale jest. Nikogo nie zabiłem, nikomu nic nie ukradłem, nikogo nie skrzywdziłem. Tylko czy tak, rzeczywiście jest? Bardzo trudno dzisiaj stanąć człowiekowi w prawdzie przed samym sobą, dać się prześwietlić Jezusowi. A on nas przecież nie pytam o naszą miłość po to by nas przegonić. Albo żeby nam wytknąć nasze grzechy. On chce nam dać swoje królestwo. Piotr musiał stanąć w prawdzie przed sobą «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?». Niż kto? Myślę, że wielu z nas porównuje się do innych i stwierdza, że jest lepszy albo gorszy. Ale Jezus nie pyta o to czy jest się lepszym lub gorszym tylko o to, czy mimo to co sądzisz o sobie, miłujesz Go. Wiele razy słyszałam, że ktoś się nie nadaje do bycia w kościele, że wiara to nie dla niego bo jest za słaby, że spowiedź to bez sensu bo on i tak będzie robił to samo. Tylko czy Jezus też tak uważa. Piotr zdradził zanim kogut trzy razy zapiał ale pytany czy kocha Jezusa nie zawahał się ani razu. Już po pierwszym pytaniu mógł spuścić głowę i powiedzieć : Nie, no sorry Panie Jezu to nie dla mnie, jutro też pewnie kogut zapieje a ja stchórzę. A on odpowiedział trzy razy: KOCHAM. Mimo, że obok mnie jest Jan, który nie jest zdrajcą a JA nim jestem, to tak KOCHAM Cię więcej aniżeli ci.

Jezus chce, żebyś nie bał się Go kochać i zaufał mu w swojej beznadziei, bezsilności i grzeszności. On chcę Cię takiego jakim jesteś tylko Go kochaj.

Magdalena Żelechowska

 

XI Rozesłanie uczniów

"Jedenastu zaś uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: «Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata»"

~Mt 28, 16-20

„Dana mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi.”. Mocą najwyższego autorytetu Nieba i ziemi Jezus przekazuje uczniom ostatni rozkaz. Nie delikatną sugestię, nie podpowiedź na czas wolny, ale dożywotnie, niesłychanie ważne zobowiązanie! Oczywiście, każdy może go realizować na swój sposób, zgodnie z własnym stanem i powołaniem, ale Ewangelia obowiązuje wszystkich, bez wyjątku.

Czego mam uczyć tych, do których Jezus mnie posyła? „zachowywać wszystko...” Słowem i przykładem mam uczyć codziennej wierności przykazaniom Boga i przepisom Kościoła. Wierność nie jest wybiórcza, nie mogę zrobić sobie przerwy w byciu apostołem, nie wolno mi zrezygnować z niektórych treści i głosić tylko tych łatwiejszych, ulubionych – mam przekazywać wszystko, czego i mnie nauczono. A jeśli czegoś sam nie umiem, w sercu jestem zobowiązany do własnego studiowania.

„Dana mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi”. Ostatnim poleceniem Jezus deleguje część tej władzy na apostołów i ich wyświęconych następców. Tylu kapłanów spotykam w życiu. Czy dostrzegam w nich ten wielki i święty autorytet, ten przerażający przywilej współumierania z Chrystusem w ofierze Mszy Świętej, czy może szukam tylko obrazu „fajnego księdza”? Jak łatwo przychodzi nam, wychowanym w społeczeństwie demokracji i dialogu, zapomnieć o kościelnej hierarchii, autorytecie i duchu posłuszeństwa.

„Oto ja jestem z wami”. Jakby Jezus przewidział te obawy i dylematy. Tymczasem cokolwiek robię, gdziekolwiek żyję, mogę mieć pewność Bożego wsparcia.

Andrzej Horowski

 

XII Wniebowstąpienie

"Zapytywali Go zebrani: «Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?» Odpowiedział im: «Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi».

Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: «Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba»."

~Dz 1, 6-11

Zapytywali Go uczniowie: „Panie, czy zrobisz coś spektakularnego?”. Odpowiedział im: „Nie, to wy będziecie robić rzeczy wielkie – musicie tylko przestać żyć marzeniami i zabrać się do pracy!” Wniebowstąpienie Jezusa jest dla uczniów szokiem – oto kończą szkołę i wychodzą w świat, by pracować we własnym rytmie. Jeszcze marzą o długim, beztroskim czasie ziemskiego raju, z Jezusem prowadzącym ich za rękę, a tymczasem Zbawiciel bezlitośnie wysyła ich „aż po krańce ziemi”.

Obrazu dopełniają dwaj mężczyźni w bieli. Autor natchniony nie precyzuje, kim byli – czy to przypadkowi przechodnie w świątecznych szatach, czy aniołowie, czy personifikacja zdrowego rozsądku. Faktem jest, że apostołowie po raz kolejny zostają sprowadzeni na ziemię. Nas też to dotyczy. Uczniowie, przyjaciele, katolicy, po co stoicie i marnujecie czas? Chrystus umarł, Chrystus zmartwychwstał, Chrystus powróci! Weźcie się do pracy! Przed wami niezwykle ciężkie zadanie: musicie odłożyć próżne tęsknoty i żyć tak, by świat przez was poznał Boga. Dla niektórych wasze życie będzie jedyną Biblią, jaką poznają!

Andrzej Horowski

 

XIII Oczekiwanie z Maryją na Ducha Świętego

Wtedy wrócili do Jerozolimy z góry, zwanej Oliwną, która leży blisko Jerozolimy, w odległości drogi szabatowej. Przybywszy tam weszli do sali na górze i przebywali w niej: Piotr i Jan, Jakub i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Szymon Gorliwy, i Juda, [brat] Jakuba. Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego.

~Dz 1, 12-14

Zabrano Mistrza – to mogli sobie myśleć Apostołowie po Wniebowstąpieniu Pana, ale tym razem było to inne zabranie. Lecz już nie było ono pełne lęku, lecz chwały, przez co mocno odbiło się w ich sercach. I w tym miejscu mogła ich najść kolejna myśl – co z nami będzie? Czy rzeczywiście zostanie zesłany na nas Duch Pocieszyciel, który nas usposobi do dawania świadectwa? Myślę, że Apostołowie może i mieli wątpliwości, ale też i w tym okresie bardzo mocno WIERZYLI, że Duch zostanie im dany. W końcu usłyszeli tą obietnicę od swojego Mistrza, a On ich zawieść nie mógł. Dlatego też żeby nawzajem umacniać się w tej wierze, postanowili trwać razem we wspólnocie, która żyła można powiedzieć tylko wiarą, nadzieją i miłością. Nic więcej nie mieli, tylko obietnicę, która „kiedyś” nastąpi. Ale żeby móc żyć tą obietnicą musieli o nią wytrwale prosić poprzez modlitwę. W końcu sam Pan Jezus nieustannie się modlił i przykazał uczniom w Ogrójcu, aby czuwali i modlili się, by nie ulec pokusie. Apostołowie na pewno pamiętali, że raz już zawiedli Mistrza, drugi raz już wiedzieli, co mają robić, by sytuacja się nie powtórzyła. Niebywałą rolę w tym czuwaniu odegrała również Niepokalana, która była już można powiedzieć napełniona Duchem Świętym (łaski pełna) przez to, że była Matką samego Boga. Można więc powiedzieć, że Uczniowie otrzymali Ducha Świętego właśnie za pośrednictwem Maryi, która już wtedy myślę wyprosiła im wiele łask. Osobiście uważam, że okres tych 10 dni był chyba najtrudniejszym okresem pierwotnego Kościoła, ponieważ Apostołowie zostali wystawieni na niemałą próbę – nie mieli już Mistrza, ale też nie mieli jeszcze Ducha Świętego. Jedyne co mieli to Maryję, wspólnotę i pewność, że spełnią się słowa Mistrza.

My we współczesnym świecie również jesteśmy pełni lęku, mimo iż Duch Święty został nam już dany w Sakramentach Chrztu i Bierzmowania. Boimy się czasem świadczyć o Chrystusie, czy to w rodzinie, czy wśród znajomych, czy przyjaciół. Boimy się, co oni powiedzą, boimy się odrzucenia. Dlatego też tak bardzo potrzeba nam dziś modlitwy o Dary Ducha Św. A jak już się będziemy o nie modlić to również będziemy poddani mniejszej lub większej próbie oczekiwania, jak swego czasu Uczniowie w wieczerniku. Jednakże i my, jako Dzieci Boże oraz jako członkowie Ruchu Światło-Życie mamy również wielkie wsparcie w Maryi, którą również możemy o to prosić. Byśmy mieli w sobie tą pewność, którą mieli Apostołowie w Wieczerniku, że Duch Święty jest wśród nas i nieustannie działa zarówno w każdym z nas z osobna, jak i w całym Kościele Świętym.

Zaufajmy więc Panu Bogu i Maryi, trwając na modlitwie i prosząc o wszelkie łaski.

Paweł Kachel

 

XIV Zesłanie Ducha Świętego

„Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić.

Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku.”

~Dz 2, 1-6

Minęło już dziesięć dni odkąd Mistrz wstąpił do Nieba, a oni? Czekali… Czekali na wypełnienie się obietnicy „dam wam Parakleta, On was wszystkiego nauczy”. Myślę, że bardzo ważne jest w tym miejscu słowo „wreszcie”, czekali w końcu dziesięć dni, żeby „coś się stało”. My też często jesteśmy zniecierpliwieni, czekanie nas męczy, bo zamówiliśmy nową książkę i kurier się spóźnia, bo pociąg długo nie przyjeżdża, bo w USOSie wciąż nie ma naszej oceny, a inni już mają, bo… Jak wiele jest tych rzeczy? Jak bardzo trudno nam jest czekać? A Apostołowie i Matka? Pewnie też już się niecierpliwą, bo przecież mają tak ważne zadanie, a oni tak po ludzku nie są w stanie tego wypełnić.

I wreszcie nadszedł ten dzień, przyszedł Ten, który był obiecany. Zstąpił na nich i wtedy wszystko się zmieniło! Prości rybacy, celnicy, zwyczajni ludzie, którzy nawet mogli nie umieć czytać i pisać, nagle zaczęli mówi w obcych im językach. „Idźcie na cały świat!” Zupełnie nowa rzeczywistość, ten Bóg, który do tej pory był czczony jedynie przez jedne naród, nagle daje się poznać całemu światu! Każdy język, każdy naród od teraz może usłyszeć: „Chrystus umarł i zmartwychwstał dla CIEBIE”.

Tu zaczął się Kościół i trwa tak nieprzerwanie prawie dwa tysiące lat, pomimo naszych ludzkich błędów i słabości, pomimo tego wszystkiego co w historii Kościoła się działo, on wciąż trwa! Jak, więc, wielka musi być obecność Ducha Świętego, że to wszystko jeszcze działa?

Duch Święty daje nam wielorakie dary, abyśmy mogli nimi służyć innym. Prośmy Go więc o to, aby pomagał nam z nich korzystać zgodnie z Jego zamiarem.

Tomasz Dragańczuk