Wszedłem wraz siedmioma klerykami do salki parafialnej znajdującej się w wielkim budynku. W Sali było już zebranych około trzydziestu osób. Młodsi i starsi, a nawet dzieci. Wszyscy nas serdecznie witali, chociaż się spóźniliśmy. Najpierw poświęcono nam wiele czasu, tłumacząc założenia Drogi Neokatechumenalnej, jej genezę i przebieg liturgii. Słuchałem tego z wielką ciekawością, jednocześnie rozglądając się po salce. Przyjechałem bowiem na „taką” Mszę pierwszy raz.

Na ołtarzu oprócz siedmioramiennego  świecznika było dużo  świeżych kwiatów, które po Mszy św. rozdano uczestnikom Eucharystii.  Był pulpit spełniający rolę ambony, miejsce przewodniczenia, oczywiście na podwyższeniu. Miejsca dla posługujących, kredensja. Układ jak w kościele, choć nie był to kościół. Wtedy Pani, która opowiadała o wspólnocie, zatrzymała się właśnie, aby wytłumaczyć to, nad czym się zawsze zastanawiałem. Mówiła, że gromadzenie się w salce katechetycznej nie jest  związane z izolacją od pozostałych parafian, ale konsekwencją historii.  Mówiła, że założycielem wspólnoty jest Hiszpan Kiko Arguello, malarz, który wyrzekł się luksusu i zamieszkał w slamsach koło Madrytu. Pomoc, którą otrzymał od  żebraków, których poznał,  pozwoliła mu przeżyć zimę. Kiko robił to co kochał tzn. malował, ale też tworzył wspólnoty, gromadził wokół siebie ludzi. Zaproponował żebrakom drogę wiary. Gdy zaczęli uczęszczać do kościoła, ludzie odwracali od nich swój wzrok, zatykali nosy, ze względu na specyficzny zapach. To spowodowało, że wspólnota przeniosła się do salek parafialnych i tam już została. Przed Eucharystią były świadectwa, w których wybrzmiało, że osoby ze wspólnoty także uczestniczą w życiu parafialnym, prowadzą grupy do bierzmowania, biorą udział w parafialnych nabożeństwach itd.  Po zapoznaniu nas ze specyfiką grupy, wzięliśmy udział w Eucharystii, która trwała nie więcej niż dwie godziny. Posługiwał na niej kleryk naszego seminarium.

Na co chciałbym zwrócić uwagę? Może najpierw na Liturgię Słowa. Przed każdym czytaniem, ktoś ze wspólnoty podchodził do ambony i „mówił” komentarz. Nie był to przygotowany  komentarz na kartce, który się odczytuje, ale wypowiedziany własnymi słowami. Po Ewangelii najpierw odbył się dialog z dziećmi na temat Liturgii Słowa, który przeprowadziła świecka kobieta. Dzieci były bardzo aktywne, a ich spostrzeżenia dotyczące Słowa, pozytywnie mnie zadziwiały. Później było echo słowa, dzieliliśmy się jak przemawia do nas to Słowo, następnie była homilia celebransa, modlitwa wiernych i znak pokoju. O tym ostatnim elemencie wspomina  list Episkopatu Polski z grudnia 2014 roku.  (Episkopat zezwolił wspólnocie Neokatechumenatu mieć znak pokoju przed Liturgią Eucharystyczną tak jak w liturgii wschodniej, co wiąże się z zupełnie inną teologią znaku pokoju. Nasza teologia dotyczy pocałunku pokoju, dlatego kapłan np. nie powinien odchodzić od ołtarza, bo ten znak płynie od zmartwychwstałego na ołtarzu Chrystusa, w Neokatechumenacie wiąże się ze słowami z Ewangelii "Zanim złożysz dar swój przed ołtarz, idź i pojednaj się z bratem Twoim”)

Liturgia Eucharystyczna niczym się nie różniła od tej, którą znamy. W nawiązaniu do historii Kościoła, gdy w pierwszych wiekach chrześcijaństwa klękanie w niedzielę było zabronione,  również w tej wspólnocie nie uwzględniono tej postawy. Dlatego Komunię św. konsekrowaną z chleba przaśnego, przyjmowaliśmy na stojąco. Najpierw celebrans, rozdał każdemu po kawałku Eucharystii, który trzymaliśmy przed oczami, modląc się. Później po słowach „Oto Baranek Boży(…)” spożywaliśmy. Następnie ksiądz podchodził do każdego i piliśmy krew z kielicha. Mitem jest to, że kawałki Eucharystii leżą na dywanie, stole, wszędzie. Tak przynajmniej wcześniej od wielu osób słyszałem.  

Wiedziałem, że po Eucharystii we wspólnocie ma miejsce Agapa, bałem się, abyśmy nie jedli na stole, na którym była sprawowana Najświętsza Ofiara. Zabraniają zresztą tego przepisy liturgiczne. Nikomu jednak nie przyszło to nawet do głowy. Mój strach był pewnie spowodowany opiniami, których się nasłuchałem od osób, które pewnie nie uczestniczy w liturgii  w tej wspólnocie. Agapa miała miejsce w zupełnie innym miejscu.

Nie wiem jak przebiega Msza św. w innych wspólnotach tej drogi. Mam doświadczenie tylko tej jednej. Pewne rzeczy mnie zbudowały, były też te, na które trzeba zwrócić większą uwagę. Jak wszędzie zresztą, bo przecież to jest przestrzenią naszej pracy, którą podejmujemy w naszych parafiach. Zaangażowanie członków czy nawet sympatyków Diakoni Liturgicznej najbardziej powinno wybrzmiewać w parafiach – taką miał przecież wizję Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki.

 

Ks Damian Wierzbicki