KODAL był czasem, gdzie odkryłam wiele rzeczy. Między innymi to, że Pan Bóg rzeczywiście jest takim prawdziwym przyjacielem, który nie „obraża się” jeśli długo się do Niego nie odzywamy, tylko cały czas czeka.

Od tegorocznych rekolekcji oczekiwałam w pewien sposób kolejnego przełomu w moim życiu, chociaż nie byłam pewna, czego mogę się spodziewać, jadąc na stopień animatorski. Jednak tej wielkiej przemiany, na pierwszy rzut oka nie dostrzegałam i miałam pretensje do siebie, bo może coś we mnie na nią nie pozwalało, a może trochę też do Boga – bo nie dawał mi jej odczuć.

Gdyby ktoś spytał mnie z czym kojarzy mi się rok 2018 to z pewnością powiedziałbym, że pierwsze co przychodzi mi na myśl to matura, szkoła, dużo nauki, podejmowanie poważnych, przyszłościowych decyzji ale na pewno nie wymieniłbym kolejnych oaz (czy to zimowych czy wakacyjnych). Szczerze mówiąc myślałem, że gdy będę w klasie maturalnej to odpuszczę sobie KODAL i skupię się na nauce ale w międzyczasie w Diakonii zaszły pewne zmiany personalne, przez które niejako poczułem się zobowiązany do przyjazdu.

Jadąc na KODAL, wychodziłam z założenia że będzie to bardzo dobry czas gdzie zgłębię się w magię liturgii i nauczę się czegoś nowego.

KODAL był czasem, gdzie odkryłam wiele rzeczy. Między innymi to, że Pan Bóg rzeczywiście jest takim prawdziwym przyjacielem, który nie „obraża się” jeśli długo się do Niego nie odzywamy, tylko cały czas czeka.

Jako, że nasze rekolekcje przeniosły się w nowe, nieco dalsze miejsce, proponujemy wszystkim chętnym wspólny przejazd pociągiem z Gorzowa Wlkp. lub Zielonej Góry. Dojazd do Poznania będzie pociągami REGIO, bezpośrednio do ośrodka również pokierują animatorzy jadący z uczestnikami. Bardzo prosimy chętne osoby o kontakt bezpośrednio z animatorami (adresy email poniżej)

Pomimo, że z Ruchem Światło - Życie mam do czynienia już od jakiegoś czasu, dopiero kolejny wyjazd na KODAL uświadomił mi, czym ta oaza, a co za tym idzie, też służba - jest. Bóg otworzył mi na to oczy w ostatnim dniu rekolekcji. Uświadomił mi, że służyć to dobrowolnie dawać coś z siebie, bez pragnienia otrzymania czegoś w zamian.

Z diakonią liturgiczną związany jestem już długi czas, jednak przyjazd na KODAL był dla mnie nowym doświadczeniem. Ze względu na różne obowiązki lub moje lenistwo nie przyjeżdżałem wcześniej. Dopiero w tym roku, dzięki usilnym namowom kilku osób, zdecydowałem się pojechać na KODAL zimowy...

Mimo chęci pojawiły się trudności. Studia nie pozwoliły mi uczestniczyć w rekolekcjach od początku. Przyjazd w połowie trwania oazy nie był prosty, potrzebne było szybkie dostosowanie się do rytmu tam panującego. Jednak dzięki Łasce objawiającej się w otwartości i życzliwości osób które uczestniczyły w oazie bardzo szybko się zaaklimatyzowałem.

Ostatni raz na KODAL-u byłem 6 lat temu. Od tego czasu jakoś nie miałem bardzo po drodze z Diakonią Liturgiczną (studia, problematyczne dojazdy na spotkania, podążanie własną drogą, poglądy tradycjonalistyczne, czasami trudniejsze relacje z innymi osobami z Diakonii, itp.). Myślałem więc, zresztą błędnie, że nie ma już dla mnie miejsca w Diakonii, bo nie czułem się tam swobodnie. Pewien dobry kolega przekonał mnie jednak we wrześniu, że Diakonia jest jak rodzina – jest się w niej na dobre i złe, mimo lepszych i gorszych dni i stosunków.

To był mój pierwszy KODAL. Miałem wątpliwości, czy warto pojechać, czy sobie poradzę, ponieważ nie ukończyłem jeszcze kursu lektorskiego. Zachęcił mnie jednak mój duszpasterz, więc ostatecznie pojechałem.

Już po dwóch dniach stwierdziłem, że wiem o wiele więcej, niż przed kursem. W nauce Mszału pomagali mi koledzy z wyższych stopni. Liturgii Godzin, z którą nie miałem dotąd do czynienia, nauczyłem się w parę dni. Zaskoczyło mnie w niej to, że Psalmami da się tak dobrze modlić. Uczestniczyłem też w pierwszej w życiu Mszy Świętej po łacinie.

Na KODALu byłem drugi raz, lecz przed nim nie działo się ciekawie w moim życiu. Pomimo, że napisałem pracę i przeczytałem dokumenty Kościoła to szatan mną mocno wodził i byłem bliski nie pojechaniu do Lubonia. Ostateczny argument jaki do mnie przemówił to było coś w stylu: „Zdam stopień wyższy, zostanę ceremoniarzem i będzie fajnie”.

To był mój trzeci KODAL. Zanim podjąłem decyzję, czy znajdę się w gronie KODAL-owiczów, toczyłem wewnętrzny spór, czy chcę tu przyjechać, czy mam swoje miejsce w diakonii.

Tak naprawdę byłem już zdecydowany na inny rodzaj odpoczynku, ale znalazł się ktoś, kto mi powiedział, że w tym czasie moje miejsce jest w Głogowie. Rzeczywiście, gdy przybyłem na miejsce rekolekcji i zacząłem witać się ze znajomymi, zauważyłem, że to jest moja właściwa wspólnota, ale to był dopiero początek.

Trzeci KODAL posiada ten komfort, że nie ma żadnych weryfikacji i testów, dlatego można skupić się tylko na sferze duchowej - i tak było ze mną. Piątego dnia Pan Bóg poruszył moje serce, gdy mogłem go prawie namacalnie dotknąć w postaci eucharystycznej. W tym czasie również zdeterminowałem się w pełniejszy sposób do modlitwy i zobaczyłem w niej wielki dar dla wspólnoty. Za to wszystko i za was wszystkich pragnę Mu podziękować! Chwała Panu!

Jeszcze rok temu nie wiedziałem, że jest coś takiego jak ,,Diakonia Liturgiczna”, a tym bardziej, że jest coś takiego jak ,,KODAL”. Moja przygoda z diakonią liturgiczną zaczęła się w zeszłym roku, a właściwie na majowej pielgrzymce ministrantów w Paradyżu. Gdy wyjeżdżałem z Paradyża dostałem od jednego z kleryków taka ulotkę informacyjną o tym, że w lipcu organizowana jest Oaza Lektorska. Gdy przeczytałem tę ulotkę, to niezwłocznie spytałem się księdza z parafii, czy mógłbym pojechać na tę oazę. Ksiądz mi pozwolił i pojechałem.

Kurs Oazowy dla Animatorów Liturgii (KODAL) to forma specjalistycznych rekolekcji i kursu jednocześnie zawiązanych z liturgią. Organizowane są one przez Diecezjalną Diakonię Liturgiczną Ruchu Światło-Życie Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej. Zadaniem KODAL-u jest pomoc w przygotowaniu do pełnienia posługi w liturgii we wspólnocie Kościoła parafialnego i diecezjalnego.